wtorek, 22 września 2015

Top Model - odchodzę z pokorą

Kolejne wyzwanie, kolejna lekcja pokory, kolejne rozczarowanie, kolejny kubeł zimnej wody... Czy Top Model było mi w ogóle do czegoś potrzebne?

Czas abym napisał tutaj też o mojej przygodzie w programie Top Model. Jest to kolejny wpis poświęcony innej tematyce niż sport, ale zaufaj mi na pewno odnajdziesz i w tym poście sporo motywacji!


Pierwsze pytanie jest takie - po co właściwie był mi ten program? Modelingiem zajmowałem się już od dawna i teoretycznie już skończyłem swoją przygodę z pozowaniem i wybiegami. Więc po co? Odpowiedź jest prosta: dla rozgłosu i dla większego zasięgu tego co robię. Chce motywować ludzi do działania, do zmian, do walczenia o lepszych siebie a ten program mógł mi to bardzo ułatwić. Tak więc można powiedzieć, że zrobiłem to dla siebie ale i dla Was :) im większy zasięg tym większa moja motywacja do motywowania Was, wyszło jak wyszło :) ale na pewno jesteście ciekawi tej historii.

Większość moich decyzji jakie podejmuje w życiu są dosyć spontaniczne i nie przemyślane jakoś dłużej, jednak nie żałuje ani jednej! Nawet jeżeli coś poszło nie tak jak miało, zawsze znajduje inne korzyści z każdej sytuacji :) taki już jestem, zauważam te wszystkie małe drzwi które otwierają się przede mną i zazwyczaj do nich wchodzę, potem wychodzę, znowu wchodzę i wychodzę... po prostu działam, próbuje, raz wyjdzie raz nie ale cały czas jest progres - zero stagnacji.

A teraz o etapach, które przeszedłem w Top Model. Pierwszy cel w drodze do programu to zdobycie tej oto czerwonej opaski, którą dostaje każdy uczestnik, który przejdzie przez pre-castingi. Ja swoją wywalczyłem w Gdańsku. Kolejnym etapem jest casting główny przed jurorami, których znacie z telewizji.

 Łatwo nie było! Zresztą 40 sekund z mojej półgodzinnej walki o miejsce w 50-tke możecie zobaczyć TUTAJ 
Kasia Sokołowska i Marcin Tyszka nie byli do mnie przekonani i musiałem naprawdę stanąć na głowie aby udowodnić, że należy mi się kolejny etap. Bardzo dobrze wspominam Dawida Wolińskiego, który pomimo, że krytykował mnie najbardziej to na końcu poparł mnie i razem z Asią Krupą zadecydowali, że przechodzę dalej.

Radość była ogromna! Znalazłem się w 50-tce programu, czyli patrząc na oko, w najlepszej 25-tce chłopaków, którzy startowali na castingach. Kolejny raz udowodniłem sobie, że walką do końca jest się w stanie dojść do czegoś na czym mi zależy.

fot. Adam Cekiera
Wszystkie etapy toczą się bardzo szybko od pre-castingu w Gdańsku przez casting w Warszawie i wyjazd na obóz minęło tylko dwa tygodnie.

Podniecenie rosło we mnie z dnia na dzień, widziałem że końcowy sukces jest na wyciągnięcie ręki. Oczywiście zdawałem sobie sprawę, że Top Model to nie program o modelingu tylko reality-show o modzie i trzeba jakoś siebie wykreować przed kamerami. Moja taktyka była prosta, pokazać siebie jako chłopaka, który wie, że jest wart tego aby być w finałowej 13, pokazać, że nie szukam zadymy i skandali, pokazać siebie z dobrej strony! Na wszystkie pytania, które miałem zadawane od reporterów odpowiadałem tak jak uważałem, nie tak żeby spodobać się reżyserowi tylko żeby mieć czyste sumienie. Czy dobrze zrobiłem? Wydaje mi się, że tak. Nie umiałbym udawać kogoś innego, kogoś kto na zadane pytanie szuka w głowie odpowiedzi, która najbardziej pasuje pod show. Czy wyszedłem na tym dobrze? Patrząc z perspektywy programu to nie, patrząc z perspektywy własnej osoby to idealnie.

Mogę być dumny z siebie ponieważ wraz z Jankiem Barańskim wygraliśmy pierwsze zadanie sprawnościowe - PRZETRENOWANY GÓRĄ - byłoby mi wstyd jakbym przegrał :) Janek pozdrawiam najmocniej !!


Nagrodą jak zapewne wiecie było otwieranie pokazu. O tym czy będę to ja czy Janek zadecydował rzut monetą przez Kasię Sokołowską, nie pokazali tego niestety w odcinku. Byłem bardzo dumny z siebie samego i skupiony na tym, żeby pokazać się z jak najlepszej strony. Wiedziałem, że dobrze chodzę, byłem pewny siebie. Wyszedłem i ... ? ... i było super! Słyszałem opinie jurorów, którzy chwalili mnie za energię, timing, postawę, Kasia Sokołowska powiedziała, że super otworzyłem pokaz. W mojej głowie nie mogło być innych myśli jak "zostajesz w grze!"


Po pokazie było ognisko i bardzo przyjemny czas ze wszystkimi uczestnikami. Wspaniali ludzie! To też powiedziałem, przed kamerą ale chyba lepiej sprzedają się opowieści o tym, że nie przyszedłem tutaj szukać przyjaciół. Nie chcę pisać jak rozżalony przegrany, ale dlaczego nie pokazali ani jednej pozytywnej opinii? Połowa uczestników mówiła jak super jest i jak wspaniałych ludzi się tutaj poznaje, no tak, była to ta połowa z która się zaprzyjaźniłem i która niestety odpadła (większość). Rada dla tych co chcą iść do następnego edycji - nie pokazujcie pozytywnych emocji przed kamerą bo taką osobę potrzebują jedną max dwie ( w tej edycji to Karolina P. i Jakob - pozytywne dusze )


Dochodzę do etapu, w którym odpadłem :( niestety na drzewie nie było mojego zdjęcia. Ogromny żal, rozczarowanie, smutek, milion negatywnych emocji. Nie tak miało to wyglądać! Nie dopuszczałem do siebie nawet takiego scenariusza, że odpadnę. Wszystko szło idealnie a tutaj jednak porażka. Jedni się cieszyli i skakali ze szczęścia (totalnie zapominając już o tych, którzy odpadli) inni załamani leżeli na trawie i jedyne co pozostało to zagryźć zęby i powiedzieć cokolwiek do kamery. Nie żałuje tego co powiedziałem odnośnie słabszych osób od siebie. Wiem jak chodzę, wiem jak wychodzę na zdjęciach i porównując siebie z innymi robiącymi szum koło siebie osobami wiedziałem, że jestem lepszy. Następne pytanie, czy lepszy do Top Model? No właśnie chyba nie, bo tutaj szum to podstawa.


I tak zakończyła się moja historia w Top Model

Nie mogę żałować jednak ani jednej chwili spędzonej tam. Pomimo, że program to ciężka praca, to wyciągnąłem kolejną lekce życia z tego wydarzenia. Poznałem naprawdę super ludzi! 

Chociaż smuteczek jest duży to nie pozostaje mi nic więcej jak kibicować tym co się udało. Głownie trzymam kciuki za Jakoba, który jest naprawdę fajny i naturalny (nie wiem jak go przedstawią w programie) i Karolinę P. z resztą finalistów jakoś nie znalazłem wspólnego języka, może to znak :)

Oglądając wczorajszy odcinek wyciągam jednak wnioski, że Top Model to program w którym zapomina się o słowie "model" - 3/4 wczorajszego programu było o tym jak jury jeździ autobusem, ehhh, oglądałem Master Chefa i tam przynajmniej okazję miał wypowiedzieć się każdy uczestnik, zaistnieć przynajmniej 10-15 sekund na ekranie, byc docenionym. W Top Model doceniają tylko tych co przechodzą do finałowej 13, o reszcie prawie ani słowa. 


To jest wspaniała ekipa o której nie było niestety prawie nic w tv, ja miałem szczęście, że otwierałem pokaz bo zapewne też nie byłoby mnie za dużo. Mimo wszystko ciesze się, że pokazali na internecie fragment mojego castingu, że pokazali kilka moich wypowiedzi :)

Dziękuje wszystkim, którzy umilili mi te 2 dni na mazurach! Byliście super!

Pamiętajcie, że wszystko dzieje się po coś! Pokazałem i walczyłem tyle na ile mnie było stać. Macie jakieś marzenia? Walczcie o nie! 

A poniżej jedno z moich dziesiątek zdjęć z Mongolskim oczami :) 



fot. Adam Cekiera

niedziela, 20 września 2015

Alchemia Światła!

Dziesiątki godzin prób, nieprzespane noce, nerwy i stres, pokonywanie własnych słabości i walka z własnym ciałem to mój obraz przedstawienia Alchemia Światła.

W sieci pojawiają się już pierwsze opinie krytyków, pojawiają się zdjęcia i komentarze widzów, którzy byli na przedstawieniu. Ja jednak chciałem skupić się bardziej na własnych odczuciach i o tym jak wszystko wygląda od kuchni przy takim przedstawieniu.

Kilka miesięcy temu dowiedziałem się o przedstawieniu, które będzie wystawiane na dziedzińcu Wawelskim. Pamiętam, że mowa była wtedy o tancerzach akrobatach i tych którzy tańczą jazz i zbliżone techniki. Byłem pewny, że ten projekt nie jest przeznaczony dla mnie jako, że tańczyłem przez całe życie taniec towarzyski, który odbiega od klasycznych technik. Czas leciał i leciał aż na obozie o którym kiedyś tutaj pisałem padł skład, który będzie tańczył na Wawelu i byłem jednym z tych tancerzy. Pierwsza reakcja? SUPER !! Druga? Jak ja sobie dam radę?

fot. Szymon Ludwik Kamykowski
 Wspaniałą informacją dla mnie był fakt, że finał całego spektaklu miał być tańczony przez duet, a w tym duecie Ela i ja!
Jednocześnie było to dla mnie ogromne wyzwanie, bo wiedziałem, że patrzeć na mnie będzie ponad 1000 osób i każdy mój błąd będzie zauważony bo na scenie będziemy tylko we dwoje. Jednak kto jak kto ale ja wyzwania uwielbiam!

Ogromnym zaszczytem i dużą nauką była dla mnie możliwość pracować z grupą taneczną ART COLOR BALLET, którzy specjalizują się w takich projektach. Bardzo fajne było to, że tancerze zarówno z mojej grupy ATELIE jak i z ART COLORU nie dawali mi odczuć, że odstaje techniką od grupy a nawet motywowali do nadrabiania braków i eliminowania błędów. Na pewno znacie to uczucie kiedy jesteście najsłabsi w grupie. Jednych taka sytuacja paraliżuje i uniemożliwia pracę, innych motywuje do ciężkiej pracy. Ja należę do tych, którzy chcą udowodnić wszystkim a przede wszystkim samemu sobie "że ja nie dam rady?"

Pierwszy raz w życiu miałem okazję tańczyć w bodypaintingu :) dziwne uczucie ale bardzo fajne doświadczenie. Tutaj mieliśmy akurat częściowo tylko pomalowane ciało ponieważ trzeba było się przebierać do innych scen i nie było czasu na zmywanie z siebie wszystkiego, dlatego zastosowano kostiumy a ciało domalowano pod kolor. Trudną logistyką było jednak to, że finał miałem tańczyć bez malunków na twarzy, dlatego po scenie wszyscy tancerze przebierali się spokojnie do następnej sceny, gdzie mieliśmy maski kościotrupów więc nie musieli się zmywać, natomiast ja z Elą pod kran i mycie głowy i twarzy :) były emocje czy zdążymy ale było wszystko ok :) stresik zawsze nadaje pikanterii. Dodam jeszcze, że scena była pod "gołym" niebem i niestety ale bez deszczu się nie obyło. W takich warunkach jeszcze nie tańczyłem ale zawsze musi być ten pierwszy raz :)


cała nasze ekipa

Przy takim spektaklu pracuje bardzo dużo osób, bardzo miło było wszystkich poznać lepiej lub gorzej ale sam fakt brania udziału w takim przedsięwzięciu jest niesamowita i niezapomniana. Wszystkie godziny spędzone na sali, wszystkie odwołane plany prywatne przez ostatnie tygodnie i ogólnie ogromna masa energii poświęcona na ten spektakl zostaje wynagrodzona kiedy wszystko na co się pracowało wychodzi idealnie i słysz się od ludzi "brawo!" Przyjaciele i rodzina, którzy byli na Wawelu w piątek i sobotę byli zachwyceni :) podobało się wszystkim! Dziś już nie pamiętam o tym, że próby przez ostatni tydzień zaczynały się o 20:00 a kończyły około 2:30, dziś jest duma i poczucie spełnienia i samo realizacji.

Teraz czas na krótki filmik z finału! Przepiękne doświadczenie i duma z samego siebie!



Pomimo sportowej tematyki bloga, piszę ten post po to, aby pokazać Wam, że jesteśmy w stanie zrobić naprawdę dużo. W moim życiu dzieje się ostatnio bardzo dużo, chcę się z Wami tym podzielić i zarazi energią! Jeżeli chcecie coś zrobić po prostu to zróbcie! Nie czekajmy, czas ucieka więc realizujcie się, łapcie okazje które pojawiają się wokół Was i korzystajcie z tego. To jak wygląda nasz dzień od rana do nocy zależy tylko od nas :)

Alchemia światła było to przedstawienie multimedialne z udziałem żywych aktorów, muzyków i tancerzy. Wizualizacje wpisywały się w to co działo się na scenie. Wirtualny Smok Wawelski, setki rycerzy, piękne światła, muzyka - niezapomniane widowisko! 

Bardzo dziękuje wszystkim za możliwość wzięcia udziału w takim przedstawieniu. Za zaufanie, którym obdarzyła mnie Dagmara Marzyńska-Malecka i wierzyła, że dam radę. Za duet z Elą i sceny taneczne ze wszystkimi tancerzami. Zaszczytem było zatańczyć do piosenki Marka Grechuty "dni, których nie znamy" w wykonaniu Dominiki Barabas. Wspaniał Strojone, które swoim głosem rozkochały mnie do tego typu muzyki, Wataha super rytmy, akrobaci jak zwykle szaleni i pozytywni! Wszystko było naprawdę wspaniałe, ale teraz czas odpocząć troszkę i skupić się na nowych wyzwaniach :)

Wrzucam tutaj jeszcze kilka zdjęć z backstage'u i z samego pokazu oraz filmik z kościotrupami :)


nasz duet w rzucie na cały dziedziniec Wawelski



fot. Szymon Ludwik Kamykowski

fot. Szymon Ludwik Kamykowski

fot. Szymon Ludwik Kamykowski

fot. Szymon Ludwik Kamykowski

fot. Szymon Ludwik Kamykowski

fot. Szymon Ludwik Kamykowski

fot. Szymon Ludwik Kamykowski








Występowali:

Głowy wawelskie (wizualizacje)
Anna Dymna
Grzegorz Turnau
Jerzy Stuhr
Jerzy Trela

Królowa Wiślan
Dorota Segda

Stańczyk
Franciszek Muła

Król Krak
Janusz Radek

Alchemik
Kajetan Wolniewicz

Dziadek
Krzysztof Górecki

Wnuki
Mateusz Kępka
Gabriela Bargieł

Opieka Artystyczna
Bogusław Nowak

Reżyseria
Jerzy Grabowski

Dialog
Michał Zabłocki

Choreografia
Dagmara Marzyńska-Malecka
Agnieszka Glińska

Reżyseria Multimediów
Maciej Gros

Koordynacja Muzyczna
Marek "Smok" Rajss

Muzyka
Wataha Drums
Paweł Kaczmarczyk
Strojone
Dominika Barabas
Kwartet Art. Deco

Taniec
Grupa Atelie
Art Color Ballet
Krakowska Szkoła Wushu

Animacje
Visualsupport Studio

Scenografia, Kostiumy
Małgorzata Zwolińska
Anna Sekuła
Agnieszka Glińska
Anna Seręga

Charakteryzacja
Jovanka Czarnik
Art Color Ballet

sobota, 29 sierpnia 2015

Tańczy każdy może - trochę lepiej lub trochę gorzej

Zapewne mało kto z Was wie, że taniec towarzyszył mojemu życiu przez wiele lat. Jako dziewięciolatek trafiłem do szkoły tańca towarzyskiego i tak już zostało przez 12 lat.


W 2012 roku, zdobyłem międzynarodową klasę taneczną S, czyli najwyższa jaka jest możliwa do osiągnięcia w tańcu towarzyskim. Ponieważ nie widziałem możliwości w Krakowie dalszego rozwoju, a przeprowadzka nie wchodziła w grę postanowiłem zakończyć karierę taneczną i szybko po tym pojawiła się moja nowa pasja bieganie i życie fitness.

Siłownia, zajęcia fitness, prowadzenie bloga i inne aktywności fizyczne w moim życiu wynikają z mojego przyzwyczajenia do aktywności fizycznej. Nie potrafię się nudzić i wszyscy moi znajomi wiedzą, że jeżeli mam przerwę w ćwiczeniach to tylko dlatego, że mam dużo pracy i innych zajęć.

Jednak taniec powrócił...

Jako tancerz towarzyski zostałem zaproszony do projektów tanecznych w grupie ATELIE. Kilka eventów zadecydowało, że chętnie wrócę do tańca, nie turniejowego jednak do estradowego, gdzie można naprawdę dużo się nauczyć i przeżyć fajne chwile, poznać super ludzi i odwiedzić ciekawe miejsca.

Będąc w takiej grupie tanecznej trzeba być uniwersalnym tancerzem. Ja jako tancerz towarzyski miałem z jazzem, hip-hopem, tańcem współczesnym, popingiem i innymi stylami tańca tyle co nic dlatego wiedziałem, że obóz ten będzie dla mnie ogromnym wyzwaniem, jednak co mnie najbardziej nakręca do działania ? Wyzwania !

Przestawię Wam tutaj historię obozu bardziej graficznie :)

obóz mieliśmy nad pięknym Jeziorem Rożnowskim, widok z okna rano aż zachęcał do rozruchu
 

Codzienny rozruch 8:00, który prowadziłem. Dziewczyny znosiły go idealnie <3 dziękuje za zaangażowanie i prawie brak narzekania, że rano, że ze dużo, że za długo ... :) była moc

Jednak najwięcej czasu spędzaliśmy na sali. Codziennie ponad 10 godzin treningów.
 
 
 
Dlatego ważny jest wzajemny masaż :)
i odpoczynek :)


i oczywiście znajdywaliśmy czas też na integracje !

 
Zajęcia z akrobatyki i podnoszeni, które możecie zobaczyć na filmiku na facebooku były dla mnie fenomenalne :) nie opanowałem jeszcze wszystkiego ale nareszcie ruszyło coś w tej kwestii



i pamiętna medytacja :) na której medytowałem w lekkim śnie :)
 jednak wszystko co dobre szybko się kończy i tak musieliśmy spakować się i wracać ale obóz ten był dla mnie ogromny wyzwaniem. Dawno nie trenowałem po 10-11 godzin dziennie, dawno nie musiałem udowadniać samemu sobie, że potrafię coś zrobić o czym nie mam zielonego pojęcia. Dawno nie byłem tym najgorszym :) ale to wszystko uczy pokory i pokazuje mi to, żeby nie oceniać kogoś negatywnie bo nie potrafi przebiec 5 km, bo ta sama osoba jest w stanie być na mistrzowskim poziomie w innej dziedzinie, a często o tym zapominamy.


Mieszanka różnych charakterów, osobowości i talentów - mieszanka idealna żeby odnieść sukces !
 
Razem z szefową wracamy a za nami ... gdzieś tam z tyłu  dziewczyny (było mało miejsca) :)
 
a tutaj troszkę filmików :)
 
pierwszy rozruch <3
 
mój jedyny skok do wody :)
 
huśtawka - kto był w tym ośrodku to zna :)
 
Highheels w wykonaniu dziewczyn
 
Podnoszenie z Elą :) pierwszy raz chyba wyszło
 
Podnoszenie z Klaudia
 
i na koniec podnoszenie z Luizą :)
 
Dziękuję Wszystkim za ten obóz, był to dla mnie powrót do dawnych obozowych lat :) było fantastycznie i czas teraz wejść w sezon z pełnym impetem :) co już lekko się dzieje, ale o tym jeszcze kiedyś napiszę :)